Praktyczne projekty i ekspertyzy zamiast tradycyjnych prac magisterskich? Dobry pomysł

Największym wyzwaniem dziś jest nauczyć młodzież, jak łączyć praktykę z teorią.

Idea jak najbardziej słuszna. Sam ją w praktyce zastosowałem już w 2004 r. gdy byłem promotorem prac licencjackich w szkole wyższej GWSHM Milenium w Gnieźnie. Nadal ją praktykuję bez żadnych nakazów odgórnych. Oto tematyka prac magisterskich z mojego seminarium: Minimalizm w kształtowaniu marki produktu; Strategie marketingowe z wykorzystaniem marketingu zapachowego, sport elektroniczny, turystyka kulinarna w promocji regionu, storytelling w promocji marki pochodzącej z badanego miasta. Wszędzie moi seminarzyści muszą robić badania własne: wywiady z ekspertami, ankiety itd.


Odgórne wprowadzenie wymogów praktycznych lub robienie z tego sensacji to kolejny dowód na słabość polskiej nauki. Takie inicjatywy powinny być realizowane oddolnie przez promotorów na uczelniach od dawna. Szczególnie w szkołach biznesowych pisanie prac teoretycznych przez studentów jest mało sensowne. Aby napisać dobrą pracę teoretyczną, trzeba studiować dane zagadnienie kilkanaście lat. Czas teoretycznych prac musi minąć bezpowrotnie. Niestety polska kultura temu nie sprzyja. Przypomnę, że zajmowanie się praktycznymi sprawami (np. handlem) nie przystawało szlachcicowi a polskie szkolnictwo publiczne przecież jest kontynuatorem feudalnej kultury szlacheckiej.

Punkt ciężkości przy ocenie jakości powinien być położony na uzasadnienie teoretyczne. Nie do końca się zgadzam, że praca mgr powinna być projektem doradczym sensu stricte. Tak się zabija akademickość, refleksyjność, które są niezbędne dla rozwoju kompetencji intelektualnych. Po to wprowadzany jest na uczelniach system praktyk i staży, aby na tych zajęciach student realizował czysto praktyczne zadania. Największym wyzwaniem dziś jest nauczyć młodzież, jak łączyć praktykę z teorią. To żadna sztuka powiedzieć: kończymy z teorią, od dziś piszemy prace praktyczne. Kunszt dobrego wykształcenia polega na promowaniu postaw łączących teorię z praktyką, a nie negujących (ignorujących) istnienie teorii. W przeciwnym razie wychowamy pokolenie "praktyków" gardzących pojęciami, takimi jak refleksja naukowa, korzystanie z wiedzy naukowej itp. Pisałem o tym więcej w 2009 roku w tekście, którego fragment tu zaprezentuję:

* „Badacze historii gospodarczej poszukują wyjaśnień, dlaczego mniej więcej do roku 1780 na świecie istniały równolegle cywilizacje o podobnym stopniu rozwoju gospodarczego by nagle, w okresie, który później nazwano rewolucja przemysłową tylko jedna z tych cywilizacji – cywilizacja Atlantycka – odniosła niebywały sukces zostawiając daleko w tyle Indie, Chiny i kraje arabskie. Joel Mokyr w książce The Gifts Of Athena. Historical Origins of Knowledge Society (Princeton, 2002) odnosi się do poglądów znanych jeszcze z lat 1950-tych, według których źródłem postępu cywilizacyjnego jest systematyczne zastosowanie wiedzy naukowej w życiu codziennym. Fenomen ten polega na tym, że wiedza typu know-what i know-why staje się zintegrowana z wiedzą typu know-how a więc wiedzą praktyczną Autor wyróżnia wiedzę typu teoretyczną – typu W - oraz wiedzę praktyczną, związaną z zasadami postępowania – typu l.

Rzecz w tym, że przez tysiąclecia wiedza W oraz wiedza l funkcjonowały zupełnie od siebie niezależnie. Naukowcy, filozofowie żyli w izolacji od „praktyków”: cieśli, inżynierów, murarzy, lekarzy. Dopiero około roku 1800 „praktycy” w Anglii, Belgii i Holandii zainteresowali się naukowymi metodami i zaczęli stosować wiedzę W do usprawniania swojej wiedzy l. Przed rokiem 1800 postęp technologiczny odbywał się metodą prób i błędów. Czasami owocował on odkryciami, lecz wiedza o porażkach i „ślepych uliczkach” była znana tylko tej osobie, która odniosła porażkę. Po roku 1800 wiedza zdobyta w wyniku eksperymentów (także wiedza negatywna – o tym, co nie działa) stała się coraz łatwiej dostępna. Pośrednim wskaźnikiem upowszechniania wiedzy był spadający koszt książek.

Najsilniejszą z sił, które pozwoliły społeczeństwom zachodnim zniwelować lukę pomiędzy wiedzą W i l był alfabetyzm. Dużą rolę odegrał tutaj rozwój protestantyzmu. Już w dobie baroku dzieci chłopskie na terenie Pomorza i innych terenach pod panowaniem niemieckim uczyły się czytać Biblię. Potem na początku XIX wieku na części ziem polskich (Górny Śląsk, Wielkopolska, Części Kujaw i Pomorza) dzięki wprowadzeniu obowiązkowego nauczania problem analfabetyzmu przestał istnieć już przed I wojną światową. Państwo Pruskie było jednym ze światowych liderów w zakresie wprowadzania obowiązku szkolnego. Także Holandia, pierwsza nowożytna Republika stała się krajem, w którym ponad 70% męskiej populacji potrafiło czytać. Sukcesy gospodarcze Holandii w XVIII nie przypadkiem zbiegły się z upowszechnieniem umiejętnością czytania. Do dziś widać na mapie Polski różnice podlegające z podlegania różnym zaborcom, gdy obserwujemy rozkład popularności populistycznych partii politycznych, czytelnictwa prasy i innych wskaźników charakteryzujących rozwój społeczeństwa opartego na wiedzy).

* J. Fazlagić, Wiedza „teoretyczna” i „praktyczna”, Problemy Jakości, 2/2009, s. 14-16.

Tekst jest komentarzem do artykułu.
Trwa ładowanie komentarzy...